Galeria zdjęć

Zugspitze – Top of Germany

Zugspitze – Top of Germany

12 wrzesień 2014

Galeria zdjęć

Jak myślę o tym wyjeździe, to przypominają mi się słowa znajomego z Gdańska, który z zazdrością stwierdził, że my w Krakowie to do gór mamy blisko. Uśmiecham się i przyznaję mu rację. Dwa lata temu, jak zastanawialiśmy się, gdzie by tu wyskoczyć na weekend w góry, wyjazd w Alpy Bawarskie wydawał się czymś zupełnie normalnym. Może nie jest tak blisko jak w Taterki, ale znów tak daleko też nie. Do Garmisch-Partenkirchen, po 10 godzinach jazdy samochodem, dotarliśmy w czwartek po północy. Plan ogólnie był prosty i zakładał, że w piątek wchodzimy na Alpspitze, a w sobotę na„dach” Niemiec – Zugspitze (2962 m n.p.m.).

Alpspitze prezentuje się naprawdę bardzo ładnie, dzięki swojemu charakterystycznemu kształtowi piramidy. Na plus zaliczyć trzeba również to, że żmudne podejście na wysokość ponad 2000 metrów można pokonać kolejką. Wtedy przed nami tylko dobrze ubezpieczona „Alpspitze Ferrata”, która prosto prowadzi na wierzchołek liczącego 2628 metrów szczytu. Z tymi ubezpieczeniami, to nawet rzekłbym troszkę przesada. Jak nie drabinki, to liny, jak nie liny, to stalowe kołki, albo kombinacje powyższych zabezpieczeń. I to na całej niemal długości trasy. Jest naprawdę bezpiecznie, przysłowiowa niemiecka solidność. Nie ma miejsca na słoweńską, czy włoską „fantazję”. Z drugiej strony to bardzo popularne i chętnie odwiedzane miejsce, więc może nie powinniśmy się dziwić. Troszkę więcej adrenaliny dostarcza zejście ze szczytu do schroniska Höllentalangerhütte (1387 m n.p.m.) w „Piekiejnej Dolinie” (Höllental), szczególnie jak końcową część drogi pokonuje się już tylko przy światłach czołówek. Natomiast na pewno wszystko rekompensują przepiękne widoki. Najpierw przy podejściu, na dolinę i szczyty górujące nad GaPa, później na wspomnianą dolinę Höllental i wierzchołek Zugspitze wraz z prowadzącym na niego najtrudniejszym w tym rejonie szlakiem turystycznym Jubiläumsgrat („Grań Jubileuszowa”). Nam nie dość, że dopisała doskonała pogoda, to dodatkowo tego dnia udało się spotkać jeszcze stadko kozic. Można chcieć coś więcej? Można – piwo. Piwo w schronisku też było.

Drugiego dnia rozpoczęliśmy dość żmudnym podejściem w kierunku Grünen Buckel, gdzie po stalowych kołkach pokonuje się kilkunastometrową eksponowaną „pionową ścianę”. Jeżeli dobrze przyjrzycie się zdjęciu „Zielonego Garbu”, dostrzeżecie malutkie sylwetki ludzi trawersujących zbocze. Mam nadzieję, że zbyt płasko to nie wygląda, bo płasko nie jest. Później krótki odcinek po piargach i docieramy na lodowiec Höllentalferner. To drugi co do wielkości lodowiec w Niemczech. W porównaniu z „typowymi” alpejskimi lodowcami nie robi może specjalnego wrażenia, na pewno nie należy go jednak lekceważyć. Szczególnie szczeliny brzeżnej, która ma ładnych „parę” metrów głębokości. Pokonuje się ją śnieżnym mostkiem, skąd prowadzi ubezpieczona stalowymi linami droga już na sam szczyt Zugspitze. W związku z tym, że jedna z takich lin zerwała się właśnie przy szczelinie, na lodowcu utworzyła się całkiem spora kolejka. Chociaż wśród stojących nie widziałem „niedzielnych” turystów, tylko bardzo dobrze wyposażone i przygotowane osoby oraz pomimo tego, że przy pokonaniu tego odcinka przez cały czas pomagało dwóch miejscowych ratowników, na szczyt większość dotarła już po odjeździe ostatniego wagoniku. Oczywiście, przy takiej ilości osób, zabrakło miejsc w schronisku, ale bez najmniejszego problemu pozwolono nam się przespać „na glebie” w części jadalnej. Plus był taki, że mogliśmy podziwiać i zachód, i wschód słońca z najwyższego szczytu Niemiec. Mam nadzieję, że tych kilkanaście zdjęć zachęci, niektórych z Was, do wypadu w tamten rejon Alp. Przecież My, tu w Krakowie, w góry mamy blisko! We wszystkie góry!alpspitze_01

zugspitze_02